piątek, 24 października 2014

W końcu we czworo.

Makuszek chyba wyczuwał sprawę bo od dwóch dni nie odstępował mnie na krok. Wszystko z mamą. Był 11 października, tej nocy zasnął bardzo późno. Gdy go usypiałam złapał mnie skórcz, który dobrze znałam, potem kolejny i jeszcze jeden. Była 02:00 rano. Skurcze co 15 min, więc próbowałam spać. Wytrwałam tak do 6 choć spałam z dwie godziny. Potem zadzwoniłam do mężnego, żeby się zebrał i przyjechał po mnie zanim mały się obudzi(byliśmy u dziadków). Myślę, że nad porodem nie będę się jednak rozwodzić, było ciężko, byłam bardzo zmęczona, wzięłam znieczulenie mimo, że zarzekałam się że w życiu go nie wezmę.

12 października 2014r. o godz. 03:20 jak strzała na świecie zjawiła się nasza Mysia. Elenka miała 3650g i 57 cm. Taki cudny, czarnowłosy słodziaczek. Krzyś się obudził wtedy w nocy i mówi do babci, że chce do mamy i dzidzi... Czyżby wyczuł?



Było ciężko, ale warto. Malutka miała żółtaczkę więc do czwartku zostałyśmy w szpitalu. Potem chłopacy po nas przyjechali. Krzyś jakby wyrósł z dwa razy. Rozpłakałam się na jego widok, stęskniliśmy się za sobą mocno, nigdy na tak długo się nie rozstawaliśmy. I wróciliśmy do domku, wszyscy razem. Szczęśliwi i tacy niepewni, jak to teraz będzie wyglądało.

Pierwszy dzień był ciężki, malutki czuł się niepewnie. Ale daliśmy radę, teraz wszystko wróciło do normy, Makuszek coraz bardziej cieszy się z siostry, przebiera, myje pupkę, pomaga kąpać, próbuje się bawić. Wozi ją wózkiem. Jest cudownie. :) gdy tylko Elenka stęknie już biegnie i krzyczy, że mam dać cyca, żeby nie płakała.

Wolę nas wszystkich w takim układzie, po tej stronie brzucha. :) Chwilo trwaj...















środa, 8 października 2014

Ostatnie chwile we troje...



Do postu zbierałam się od dawna. Ale gdzieś zabrakło czasu, chęci. I nie żałuję, bo spędziliśmy we troje w tym czasie, masę pięknych chwil. Mimo ospy, którą malutki przeszedł w najpiękniejsze dni września, mimo ograniczonych ruchów mnie samej, mimo strasznego zmęczenia nas dużaków po kilku nieprzespanych nocach. To był czas cudowny, pełen radości tych małych i dużych. Zamknięci w swoim małym światku, w tej małej wioseczce, uciekliśmy w tę kolorową codzienność, owianą śmiechem, krzykami i tupotem małych stópek.

Post miał być zupełnie inny, ale będzie taki bardzo wewnętrzny. Nie ukrywam, że brakowało mi takiego czasu. Bez pośpiechu, wstawania o tej samej godzinie, oglądania bajek, czytania książeczek i tego czasu tylko dla nas. Zabaw z Krzysiem tych małych i dużych. Skakania po łóżkach, wariacji do upadłego. I tej wolności. Gdzie dzień ustala się sam, my go ustalamy razem. Tych chwil tylko we troje, długich spacerów, wypraw rowerkowych, czy na traktor do sąsiada, karmienia kurek.
Przytłoczona pracą i ciążą, która nie rozpieszczała, zatraciłam się w jakimś takim pustym letargu odbębnienia kolejnego dnia i pójścia spać. Zabrakło sił i chęci. Teraz to wszystko wróciło. Świat przestał istnieć. Dziękuję Wam moim kochani, dwaj mężczyźni, za to że Was mam. Za ten każdy dzień!



Jestem szczęśliwa, może przez to, że znowu jest moja ukochana jesień? Do tego taka piękna i ciepła. Nie wiem. Kocham ten czas i rozpływam się cała w nim. Mimo ogromnego brzucha, skurczy i namawiania malutkiej żeby już wyszła. Chłonę z tego czasu wszystko co najlepsze. Przecież, już za chwilę nasz świat znowu wywróci się do góry nogami. I będzie trzeba jakoś sobie z tym wszystkim poradzić.



Miał być post o tym jak przetrwać drugą ciążę, zwłaszcza koniec. Przecież było ciężko. Tylko, że to tak naprawdę nie ma znaczenia. Trzeba się cieszyć z małych chwil, chłonąć uśmiechy malucha, wygrzewać się w promieniach słońca i dać sobie szanse zapomnieć, o tych ciężkościach.
Uśmiechnąć się do siebie i spojrzeć na tę zmęczoną twarz i powiedzieć sobie, że przecież było warto przeżyć to wszystko. Właśnie z nimi. Miałam chwile zwątpienia, kryzysy. Teraz wiem, że nie zamieniła bym tego wszystkiego, na nic innego. Dojrzeliśmy całą trójką, właśnie do tego by było nas o jedną osóbkę więcej. Jesteśmy gotowi, widzę to po nas wszystkich. Elenko, zapraszamy do naszej małej, zwariowanej rodzinki. Czekamy na Ciebie, teraz możesz już wyjść. I dołączyć do tej dużej pary gołych stópek tupiących wieczorami po podłodze.



Będzie dużo wspominkowych zdjęć. Niech ten czas zostanie z nami choć w takiej postaci.


Super klocki do budowania i jeżdżenia ;)








Sortery ;)





Przerwa na jedzonko, jedna z wypraw rowerowych.



Klocki magnetyczne dla tych najmniejszych i tych całkiem dużych ;)





Pieniążki, zawsze najlepsza zabawa ;) Kiedyś te drobniaki zawędrują pod ziemię i pobawimy się w poszukiwanie skarbu ;)





Najlepsza zabawka stworzona przez mężnego ;) Proste, a cieszy.





Rysunek mojego dwulatka



Sen z przyjacielem




Bracia i pomyśleć, ze między nimi tylko rok różnicy ;)



Pomysł mojego syna by pomalować niebo ;) chyba za mało niebieskie było.



Plac zabaw i plaża w połowie września ;)







Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka